Teatr kpi?…na pewno wrze i kipi…drżąc w posadach… i o swój los.

Spektakl, który stawia pytanie o sens własnego istnienia i pozostawia nas w odpowiedzi oko w oko ze smutną prawdą. Dla mnie doświadczenie tyleż samo traumatyczne co fascynujące. O czym mówię? O nowym spektaklu muzycznym, który realizuje Teatr Solski w Tarnowie. Twórcy podejmując temat estetycznie niezwykle trudny wykazali się swoistego rodzaju brawurą. Skłonność do ryzyka czasem się opłaca.

Również tutaj sądzę iż przeniesie się ona bezpośrednio na intratność przedstawienia, bo spektakl ten od startu cieszy się ogromną popularnością. Pytanie tylko czy nie będzie to drogo okupionych trzydzieści srebrników?

Czemu w ogóle o tym piszę? Bo Tarnowski teatr szarpiąc się na teksty zespołu Boys chce opowiadać o ambicjach i problemach współczesnego człowieka nie wartościując emocji które ta muzyka wzbudza w ludziach. Jeśli to jest cel…należy zaznaczyć iż sama sztuka wzbudza nie mniejsze emocje niż ten  gatunek muzyczny.

Aktor pomysłodawca jako cel obiera sobie wyłącznie wzbudzenie uśmiechu w odbiorcy i chęci zabawy. Chcąc jednak poczuć takie flow i chęc rozrywki sądzie iz chętniej na sam koncert disco bym się wybrała bo wiecej w nim prawdy.

Spektakl nie ma jasno określonego

Autorzy nie oceniają… nie poddają analize muzyki- po prostu tworzą  z niej historię. Prostą i prosto podaną. Dorabianie do tego górnolotnej ideologii nie ma większego sensu. Opowieść o zyciu? Zazdroszczę im zatem dystansu do formy.

Nie znam utworów disco polo zbyt dobrze i przyznam się szczerze nie przygotowywałam się jakoś specjalnie do tej sztuki. Poszłam jednak z nastawieniem iż coś w tych nowych aranżach mnie dotknie i może udowodni mi że w odpowiedniej konwencji sama nie wiem kiedy dam się ponieść i odkryje w tej prostej formie coś pierwotnie przyjemnego. Postawiłam przed sobą zadanie dość jasne. Zneutralizowałam się jako widz, wyłączyłam swe wszelkie estetyczne afirmacje. I spokojnie czekałam co się wydarzy. Jednego twórcom nie mogę odmówić…siedziałam wbita w krzesło!…niestety czując potworną konsternację. Nie jest to pierwszy spektakl w Solskim kiedy to z utęsknieniem czekałam na koniec… ale pierwszy po którym wychodząc z niesmakiem zadałam sobie aż tyle pytań i zechciałam poświęcić mu tyle czasu by o nim napisać. Dlaczego?

 

1.Czy publiczność idzie do teatru wyłącznie dla rozrywki…? Bo teatr sam jako miejsce nobilituję tę rozrywkę.

2.Czujemy się lepiej oglądając „Boys” w teatrze niż w polotv?

i czym to się różni od chęci przyjścia na spektakl z Magdą W. wyłącznie dlatego że; przecież tak pięknie grała w serialowym pensjonacie. A to co grają to komedia…więc będzie można odpocząć niemal tak samo lekko jak wieczorem przy telewizji…

Czy naprawdę tego oczekujemy od Teatru?Prostej rozrywki?

A może to wina teatru? Może to teatr nie uczy nas oczekiwania niczego więcej?

A może to ja jako widz się nie sprawdzam? Nie potrafię zrozumieć? Bo na pewno jest w tym spektaklu jakieś przeintelektualizowane drugie dno… chociaż w tym wypadku wystarcza w zupełności to pierwsze ;)

A zaraz potem pomyslałam…czy nie lepiej iż ludzie wychodzą z tego teatru po spektaklu usmiechnieci i w dobrym nastroju? Niż jak zdarza się gdzie indziej…z powaznymi minami…udając iż zrozumieli o co chodziło w tym zawiłym monologu podstarzałego aktora…?

 

Wrażliwcom estetycznym przedstawienie nie zaoferuje nic miłego. Muzyków zabolą uszy, literatów zaświerzbią języki a plastycy nie raz będą woleli zamknąć oczy. Jedni dadzą się wciągnąć inni nie.

Myślę że spektakl jest jednak fenomenalnym sprawdzianem własnego dystansu do świata a nawet sztuki. Fakt ja sztukę zwykle traktuję bardzo poważnie, nie dając jej możliwości dostarczania masom rozrywki. Bo wg mnie sztuka nie jest od tego. A teatr zawsze był dla mnie świątynią w której celebrowało się spektakle niczym fantastyczne misteria. Solski pogwałca tę wizję… dając mi trudne (za)danie do „przetrawienia”. Taki trochę artystyczny „fastfood”. Któż z nas jednak nigdy nie jadł w macdonaldsie niech pierwszy rzuci pomidorem! ;)

Nie można zapominać o funkcjach teatrów bulwarowych czy nawet operetkowych…jednak poziom i sposób budowania tej rozrywki jest zgoła inny.

Cóż mnie to danie odbija się czkawką… ktoś inny poprosi o repetę – na zdrowie!;) Wszak … jak to było…”niech żyje wolność…i swoboda” ;)

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s